Opowiastka z palcem w tle

Dzisiejszy artykuł miał mieć zupełnie inny tytuł, ale życie w ostatnim tygodniu pokazało mi zwyczajnie środkowy palec…

Znacie ten scenariusz, kiedy macie terminy, plany, chcecie się wyrobić, ale

fuck goni fucka?

Kartki z kalendarza

Wtorek rozpoczął się wspaniale – od mdłości. W środę, czwartek i piątek były wciąż ze mną. Sił starcza na dojście do przedszkola, o siłowni nawet nie myślę, większość spraw do załatwienia ląduje na półce. Przez te dni trwam dzielnie między łóżkiem a toaletą.

Środa – kończę 38 lat. Mdłości wzbogacone o bóle i zawroty świętują razem ze mną. Ludzie w takie dni robią podsumowania, podejmują ważne decyzje, mają nowe otwarcia, przyjmują gości, pieką tort, kupują alkohol i dostają prezenty. A co u mnie? Przeleżałam pół dnia pod kocem, między jedną drzemką a drugą oddając się nieskrępowanej refleksji  – że wszelkie rocznice, sylwestry, święta czy inne daty umowne nie oznaczają nic poza tym, co zostało im sztucznie przypisane. Nie mają czarodziejskiej mocy, nie zerują przeszłości, nie dodają uporu, rozumu, konsekwencji ani odwagi. Sprawczość mam ja, jeśli chcę i kiedy chcę, a nie przypadkowy ciąg cyfr. W środę moja sprawczość była na poziomie piwnicy, wdzięczna przyjmowałam więc życzenia nieśmiertelnej zajebistości z pozycji kanapy daleka od myśli rewolucyjnych.

Czwartek – fuck posłanki Lichockiej. Po prostu ordynarny fuck.

W piątek Walentynki nie odbyły się, bo cały świat siedział w internecie ucząc się, jak trzeba drapać się pod okiem. Oby nikt nigdy nie zapomniał – fucka i posłanki.

Weekendowe nowe

Aż nastała sobota i pojawiła się nieśmiała jaskółka ozdrowienia. To jeszcze nie było poczucie zmartwychwstania, ale po czterech dobach każdy lichy promyk nadziei grzał jak włoskie słońce latem. Na wszelki wypadek zaaplikowałam sobie jeszcze jeden dzień głodówki.

Niedziela – pierwszy dzień bez fucka. Sprzątanie mieszkania po remoncie, powrót harcerki z biwaku, po południu goście. Ciało ok, żarcia po sufit, brzuch pełny, życie wre… To-ta-lne szczęście! Od jutra powrót do pracy, za którą już się stęskniłam.

Ale życie pisze swoje scenariusze i poniedziałek przywitał mnie kaszlącym przedszkolakiem. Póki co był w dobrym stanie, więc pięknie szło załatwianie spraw firmowych. Po południu siadam do pisania artykułu – we wtorek ma być nowy wpis na blogu!

Czasem bardzo nie idzie.

Wtorek – przedszkolaka dusi od rana, więc włącza mi się automatycznie opcja Doktor Queen. Gdzieś z tyłu głowy tyka zegar… Wpis w rozsypce… Za parę minut 8:00. Mam jeszcze parę godzin. Ogarnę.

„Mamo, pić!” Herbata, nebulizacja, oklepywanie, piąta bajka, syrop, przytulanie. Mija 9:00. Zaraz siadam do pisania.

„Mamo, dasz mi mleko z miodkiem? ” Mleko z miodem, oklepywanie, syrop, przytulanie, ubieranie. Kaszle za dużo. Co będzie z wpisem?

„Mamo, przytulać…” Przytulanie, pocenie, pocieszanie, przebieranie, jedenasta bajka, przytulanie, inhalacja, przytulanie. Dochodzi 10:30. Wciąż nie mam dla Was artykułu.

„Mamo, włącz mi Transformers Akademia Rescue Botów.” Gdzie ten cholerny pad? Zmiana bajki, chrupki, herbata, przytulanie. Termometr – gorączka. Kołdra, enta bajka, pocenie, rozśmieszanie, przebieranie, przytulanie…

„Mamo, pić…”

Wiem, że nie zdążę. Artykuł, który napisać zamierzałam, do którego mam tytuł, wstępny zarys i kilkanaście zdań wymaga ode mnie spokoju i czasu, uwagi i logiki. Nie ma dziś na to szans. Bo młody ma bezapelacyjne pierwszeństwo w tej sytuacji. Życie… Kto nie pamięta podobnego scenariusza z dzieciństwa? Ręka mamy na czole działała cuda. Dziś organizm młodego pokazał mi fucka, ale akurat ten fuck jest niezamierzony.

Improwizuj, Kaśka!

W życiu jak w projekcie – zmiany są normą. Napisany już wstępniak będzie na potem, dziś szybki tekst, klasyczne „z życia wzięte”.

Dochodzi 16:00. Kończę pisać i czekam na awarię internetu. Znacie to? Wszystko gotowe, została tylko wysyłka, a sieć pada… Po tygodniu pełnym dołków, między pobudkami młodego, zrobię jeszcze szybką grafikę i puszczam post. Ku pokrzepieniu serc, że każdemu czasem coś się wykoleja. Nie zawsze idzie wg planu, ale życie leci, sprawy się toczą, kłopoty mijają albo zamieniają się na nowe i nawet jeśli coś zawalamy, świat się nie wali. No chyba że ktoś jest anestezjologiem…

Wszystkie fucki biorę na klatę i wkrótce o nich zapomnę. Oprócz jednego – sejmowego. Panie i Panowie, pamiętacie, jak się reagowało w szkole, jak ktoś pokazywał fucka? Rocznik ’82 robił z dłoni lusterko, żeby fuck wrócił do twórcy. Tak podpowiadam, mając w perspektywie wiosnę…

„Mamo…”

Życzę wszystkim udanego tygodnia bez większych wybojów.

Dużo ciepła! Kaśka

Masz jakieś pytania?

POTRZEBUJESZ WIĘCEJ INFORMACJI?

Napisz. Zapraszam do INOUT.

2020-02-18T15:44:48+00:00

Dzień dobry

Serdecznie ZAPRASZAM do wizyty na blogu.  Artykuły będą pojawiać się regularnie.

Masz pomysł na wpis? Wszystkie sugestie dotyczące przyszłych tematów mile widziane.

Ostatnie posty