Panie i Panowie, dziś będzie o wirusowym eksperymencie, w którym uczestniczymy wszyscy. I wszyscy musimy sobie z nim poradzić.

ZAPROJEKTUJ KWARANTANNĘ

Większość z nas pierwszy raz w życiu doświadcza sytuacji, w której czegoś im nie wolno, a coś wręcz muszą. I wbrew memom i względnemu optymizmowi to nie jest sytuacja wymarzona – dla nikogo. Nie lubimy i nie chcemy być ograniczani – wolimy mieć świat otwarty na oścież.  Jednak obecnie nikt i nigdzie nie ma lepszego pomysłu, aby rozłożyć przypadki zachorowań w czasie jak wzajemna izolacja.

Rozgrzewka

Od czwartku dzieciaki i praca w domu. Dla każdego to pierwszy raz.

Zaczynają spływać na Librusie informacje od nauczycieli co do lekcji on-line. Młoda ma świadomość, że od poniedziałku pracuje alternatywnie, często sama wymyśla metody, aby mimo nowych warunków realizować program. To kapitalna okazja, by inaczej spojrzeć na przewidywalną dotąd szkołę, samemu szukać odpowiedzi, potraktować laptop jako realne narzędzie zdobywania informacji, nadrobić zaległości, być bardziej twórczym, otwartym na zmiany i konsekwentnym. Z przedszkolakiem wyzwanie jakby mniejsze. To jeszcze wolny elektron, ale jego też czasem trzeba przy czymś manualnym posadzić. OMG, czy to nie brzmi zbyt idealnie?  A gdzie w tym wszystkim praca?

Panie i Panowie, dziś będzie o wirusowym eksperymencie, w którym uczestniczymy wszyscy. I wszyscy musimy sobie z nim poradzić.

ZAPROJEKTUJ KWARANTANNĘ

Większość z nas pierwszy raz w życiu doświadcza sytuacji, w której czegoś im nie wolno, a coś wręcz muszą. I wbrew memom i względnemu optymizmowi to nie jest sytuacja wymarzona – dla nikogo. Nie lubimy i nie chcemy być ograniczani – wolimy mieć świat otwarty na oścież.  Jednak obecnie nikt i nigdzie nie ma lepszego pomysłu, aby rozłożyć przypadki zachorowań w czasie jak wzajemna izolacja.

Rozgrzewka

Od czwartku dzieciaki i praca w domu. Dla każdego to pierwszy raz.

Zaczynają spływać na Librusie informacje od nauczycieli co do lekcji on-line. Młoda ma świadomość, że od poniedziałku pracuje alternatywnie, często sama wymyśla metody, aby mimo nowych warunków realizować program. To kapitalna okazja, by inaczej spojrzeć na przewidywalną dotąd szkołę, samemu szukać odpowiedzi, potraktować laptop jako realne narzędzie zdobywania informacji, nadrobić zaległości, być bardziej twórczym, otwartym na zmiany i konsekwentnym. Z przedszkolakiem wyzwanie jakby mniejsze. To jeszcze wolny elektron, ale jego też czasem trzeba przy czymś manualnym posadzić. OMG, czy to nie brzmi zbyt idealnie?  A gdzie w tym wszystkim praca?

Polskie smaki

Do tej pory dom pachniał świeżymi meblami – bonus po niedawnym remoncie kuchni. Od kilku dni … po prostu wali wódą. Kilka razy dziennie w subtelnych pląsach odwiedzam wszystkie krany, klamki, włączniki światła, elektronikę, blaty i namiętnie odkażam. Wczoraj do spirolu dodałam delikatną nutkę olejku z drzewa herbacianego, w kolejce czeka już eukaliptussssss. Może dlatego dzieciaki od kilku dni tak długo śpią …

W piątek dzwoni telefon. Mama. Odbieram i słyszę, że skończył Jej się spirytus…Gdyby nie korona prawdopodobnie przez całe życie nie usłyszałabym takich słów od własnej matki-abstynentki.

Weekend i wieści z terenu

W sobotni poranek pod sklepem na literę B kilka aut. Dla mnie to większy szok niż brak śniegu tej zimy. Wychodzę na balkon i nie słyszę żadnych samochodów, pił, młotków, głosów… Słyszę ptaki. Na Endo też posucha – pojedyncze treningi w odludnych miejscach. Osiedle puste. W niedzielę stali bywalcy kościelnych ław zostają w domach. Nawet w lesie nieliczni spacerowicze zachowują od siebie bezpieczne odległości. Odwołane niemal wszystko.

Wszyscy na kupie

W poniedziałek rano cisza jest aż dziwna. Nie słyszę o świcie sąsiadów, nie mruczą samochody na parkingu, brak typowych porannych pogawędek przy sklepie. Nikt się nie zrywa z łóżka. Na pewno weekend się skończył?

Następuje przypływ świadomości – inaczej po prostu nie będzie. Trzeba wprowadzić w życie plan – inny niż dotychczas, nigdy nietestowany. Moje M&Msy wiedzą, że zaczynamy autorski model życia na czas nieokreślony. Nawet ja nie rozumiem do końca, co to oznacza.

W domu urządzamy biuro. Mobilność i zdalna praca to u nas niby nic nowego. Bycie ze sobą non stop już tak.

To nie to samo, co choroba dziecka i tydzień w domu. To nie to samo co wakacje albo kilka dni w chacie, gdy wieje i leje. Nikt nie powinien wychodzić z domu. Odpadają szkoła i przedszkole, zajęcia dodatkowe, siłownia, wyjazdy, wizyty, rewizyty i wagary u dziadków, opcjonalnie pozostają spacery, bieganie i wycieczki do miejsc odludnych.

W pewnym sensie mamy sobie zastąpić wszystko i wszystkich. I wytrzymać tak x tygodni, bo mam wrażenie, że dwa to dopiero pierwsza rata. Czas zacząć ścisłą współpracę w małych zespołach wg planu, który w zasadzie jest w strzępach.

Polskie smaki

Do tej pory dom pachniał świeżymi meblami – bonus po niedawnym remoncie kuchni. Od kilku dni … po prostu wali wódą. Kilka razy dziennie w subtelnych pląsach odwiedzam wszystkie krany, klamki, włączniki światła, elektronikę, blaty i namiętnie odkażam. Wczoraj do spirolu dodałam delikatną nutkę olejku z drzewa herbacianego, w kolejce czeka już eukaliptussssss. Może dlatego dzieciaki od kilku dni tak długo śpią …

W piątek dzwoni telefon. Mama. Odbieram i słyszę, że skończył Jej się spirytus…Gdyby nie korona prawdopodobnie przez całe życie nie usłyszałabym takich słów od własnej matki-abstynentki.

Weekend i wieści z terenu

W sobotni poranek pod sklepem na literę B kilka aut. Dla mnie to większy szok niż brak śniegu tej zimy. Wychodzę na balkon i nie słyszę żadnych samochodów, pił, młotków, głosów… Słyszę ptaki. Na Endo też posucha – pojedyncze treningi w odludnych miejscach. Osiedle puste. W niedzielę stali bywalcy kościelnych ław zostają w domach. Nawet w lesie nieliczni spacerowicze zachowują od siebie bezpieczne odległości. Odwołane niemal wszystko.

Wszyscy na kupie

>W poniedziałek rano cisza jest aż dziwna. Nie słyszę o świcie sąsiadów, nie mruczą samochody na parkingu, brak typowych porannych pogawędek przy sklepie. Nikt się nie zrywa z łóżka. Na pewno weekend się skończył?

Następuje przypływ świadomości – inaczej po prostu nie będzie. Trzeba wprowadzić w życie plan – inny niż dotychczas, nigdy nietestowany. Moje M&Msy wiedzą, że zaczynamy autorski model życia na czas nieokreślony. Nawet ja nie rozumiem do końca, co to oznacza.

W domu urządzamy biuro. Mobilność i zdalna praca to u nas niby nic nowego. Bycie ze sobą non stop już tak.

To nie to samo, co choroba dziecka i tydzień w domu. To nie to samo co wakacje albo kilka dni w chacie, gdy wieje i leje. Nikt nie powinien wychodzić z domu. Odpadają szkoła i przedszkole, zajęcia dodatkowe, siłownia, wyjazdy, wizyty, rewizyty i wagary u dziadków, opcjonalnie pozostają spacery, bieganie i wycieczki do miejsc odludnych.

W pewnym sensie mamy sobie zastąpić wszystko i wszystkich. I wytrzymać tak x tygodni, bo mam wrażenie, że dwa to dopiero pierwsza rata. Czas zacząć ścisłą współpracę w małych zespołach wg planu, który w zasadzie jest w strzępach.

No jak?

W poniedziałek pomyślałam, że trzeba sobie ten czas zaprojektować. W sposób zupełnie nowatorski – każdy zamknięty w domu musi wymyślić swój plan na kwarantannę. Nikt nie poda gotowego rozwiązania, bo nikt go nie zna. Każdy dom to inny bigos ludzki. I tylko spokój może nas uratować.

Mamy równe szanse. Każdy został nagle wyrzucony ze znanych sobie torów. I nikt do końca nie wie, jak długo trzeba będzie cisnąć tą alternatywną drogą.

Zatem Panie i Panowie – nadszedł czas improwizacji. Twórzcie i testujcie! Zmieniajcie i dostosowujcie! Nie bójcie się eksperymentować. Potraktujcie każdy dzień jak nowy projekt – skoro ludzie i przestrzeń wokół Was się nie zmieniają, zmieniajcie plan dni. Każdy nowy potraktujcie jak wór możliwości i nie walczcie z zaistniałą sytuacją – poddajcie się jej, obserwujcie i reagujcie mądrze.

Mniej znaczy więcej

Dzisiaj jest wtorek. Przez kilka dni kwarantanny zdążyłam się wyspać. Wszędzie jest ciszej, życie nabiera prostoty, przyzwyczajamy się do nowej sytuacji. Wirus wykluczył z życia masę cywilizacyjnych bodźców, więc wchodzimy w etap „mniej znaczy więcej”. Chyba Michał Anioł mawiał, że rzeźbienie jest łatwe – wystarczy usunąć z kamiennej bryły niepotrzebny materiał. I tak zaczynają wyglądać dni – mniej zajęć, mniej czynników zewnętrznych, mniejsze tempo. Nic nie idzie jak po maśle, każdy się uczy, ale wkurw mija. Zresztą jest bez sensu, bo odbiera siły, które będą potrzebne, gdy pojawią się jakieś domowe kryzysy. Zbierajcie energię! Jest jej wszędzie pełno.

Projektuj!

Zajmuję się projektowaniem połowę swojego życia. To zawód, który tak wchodzi w krew, że wiedzę projektową wykorzystuję na co dzień. Projektowanie to planowanie, opracowywanie, układanie, określanie. To działanie oparte na wiedzy i logice, tu liczy się otwartość i konsekwencja, ale i dyscyplina. To słuchanie opinii specjalistów i rozumienie, że życie jest ciągłą zmianą, a na wiele rzeczy warto patrzeć z dystansem. To szukanie prostych rozwiązań w najczęściej skomplikowanej sytuacji, bo one najlepiej się sprawdzą. To świadomość, że nie na wszystko ma się wpływ i w danych warunkach umie się ocenić maksimum swoich możliwości. To w końcu działanie, za którym idzie decyzyjność i poczucie sprawczości, a więc stały ruch.

Jak wiedzę projektową wykorzystać do stwarzania sobie znośnych dni w czterech ścianach? Chcąc, nie chcąc – każdy dziś jest projektantem.

Każdy projekty jest inny. Każdy Klient jest inny. Każdy z nas jest inny. Warto odkryć ten banał na nowo właśnie teraz, w ograniczonej na x tygodni życiowej przestrzeni. Projektowanie uczy, że nie ma gotowych rozwiązań. Brak szablonów, które pasują do każdego człowieka i sytuacji. Nie ma też wielu procedur – można sobie poszaleć. Panie i Panowie, co Wam szkodzi? Idźcie w nowatorstwo. Wymyślcie świat domowy, który będzie odpowiadał Wam i domownikom. Nie przywiązujcie się do jednej koncepcji, nastawcie na zmiany i na x tygodni odłóżcie do szuflady wiele dotychczasowych rozwiązań. Trochę nie mamy wyjścia – czas stworzyć sobie domowy obóz na miarę naszych potrzeb i możliwości. I nikomu oprócz nas nie musi on się podobać. On ma działać – u nas. To czas eksperymentów, doświadczeń i zmian – o ile chcemy zachować jako taką higienę ciała i umysłu.

Co robię u siebie?

_Siedzę na dupie. Bez komplikacji. Bez kombinowania. Po prostu.

_Dostosowuję się do wytycznych specjalistów. Bez „ale”. Kropka.

_Staram się wyłuskać fakty, nie bagatelizować ich ani nie demonizować.

_W razie wątpliwości szukam opinii specjalistów.

_Internet to teraz najważniejsze okno na świat – ludzie kultury robią genialną robotę udostępniając muzea i galerie on-line.

_Słucham i mówię.

_Nie odwiedzam rodziców, choć mają czaderskie podwórko i dzieci uwielbiają tam być.

_Nie wykupuję sklepów, bo tam powinny być produkty w dużej ilości dla tych, którzy ze względu na stan zdrowia albo wiek powinni wychodzić jak najrzadziej.

_Nie muszę i nie będę znać wszystkich odpowiedzi od razu.

_Wprowadzam pewne stałe elementy dnia, dotąd nieistniejące – do południa samodzielna nauka i praca, przed obiadem wypad na łono natury, pod wieczór obowiązkowo ruch w domu, zakupy raz na 2-3 dni. Wszystko pomiędzy i godziny stałych zajęć są płynne.

_Śpię do oporu.

_Często wietrzę dom i wychodzę na balkon.

_Nie planuję niczego z mega precyzją, bo luz psychiczny teraz bardzo się przyda.

_Wiem, że będą kryzysy.

_Wiem, że poradzę sobie z kryzysami, bo przypomnę sobie, że chorzy i Ci na pierwszej linii ognia mają gorzej.

_Jestem pełna uznania dla lekarzy i pielęgniarek.

_W czasach „zarazy” wzmacniam odporność wszystkich – mam w nosie, że ktoś chce znowu słodycze. Mam w nosie, że ktoś nie chce ogórka kiszonego. Mam w nosie, że jedliby cały czas kluchy. Nowe czasy – nowe zasady. Po dwóch dniach większość kulinarnych problemów znika i wychodzi na moje.

_Nadrabiam zaległości (sen, książki, filmy, rozmowy)
_Nie odpuszczam ruchu – opcji przy dostępie do netu jest masa.

_Wreszcie mogę pogadać przez komunikatory z kim chcę i kiedy chcę – ludzie mają czas.

_Mniejsza ilość bodźców zewnętrznych daje okazję do zauważania nowości u siebie i domowników.

_Jestem dumna z nasz wszystkich, bo jako naród automatycznie zaczęliśmy się zachowywać rozsądnie.

_Mówię dzieciom prawdę.

_Wspominałam już, że siedzę w domu na dupie?

Projektowanie domowej kwarantanny w odniesieniu tylko do specyfiki swoich domowników daje jeszcze jeden plus – poczucie, że coś zależy w tym wariactwie od nas.

No jak?

W poniedziałek pomyślałam, że trzeba sobie ten czas zaprojektować. W sposób zupełnie nowatorski – każdy zamknięty w domu musi wymyślić swój plan na kwarantannę. Nikt nie poda gotowego rozwiązania, bo nikt go nie zna. Każdy dom to inny bigos ludzki. I tylko spokój może nas uratować.

Mamy równe szanse. Każdy został nagle wyrzucony ze znanych sobie torów. I nikt do końca nie wie, jak długo trzeba będzie cisnąć tą alternatywną drogą.

Zatem Panie i Panowie – nadszedł czas improwizacji. Twórzcie i testujcie! Zmieniajcie i dostosowujcie! Nie bójcie się eksperymentować. Potraktujcie każdy dzień jak nowy projekt – skoro ludzie i przestrzeń wokół Was się nie zmieniają, zmieniajcie plan dni. Każdy nowy potraktujcie jak wór możliwości i nie walczcie z zaistniałą sytuacją – poddajcie się jej, obserwujcie i reagujcie mądrze.

Mniej znaczy więcej

Dzisiaj jest wtorek. Przez kilka dni kwarantanny zdążyłam się wyspać. Wszędzie jest ciszej, życie nabiera prostoty, przyzwyczajamy się do nowej sytuacji. Wirus wykluczył z życia masę cywilizacyjnych bodźców, więc wchodzimy w etap „mniej znaczy więcej”. Chyba Michał Anioł mawiał, że rzeźbienie jest łatwe – wystarczy usunąć z kamiennej bryły niepotrzebny materiał. I tak zaczynają wyglądać dni – mniej zajęć, mniej czynników zewnętrznych, mniejsze tempo. Nic nie idzie jak po maśle, każdy się uczy, ale wkurw mija. Zresztą jest bez sensu, bo odbiera siły, które będą potrzebne, gdy pojawią się jakieś domowe kryzysy. Zbierajcie energię! Jest jej wszędzie pełno.

Projektuj!

Zajmuję się projektowaniem połowę swojego życia. To zawód, który tak wchodzi w krew, że wiedzę projektową wykorzystuję na co dzień. Projektowanie to planowanie, opracowywanie, układanie, określanie. To działanie oparte na wiedzy i logice, tu liczy się otwartość i konsekwencja, ale i dyscyplina. To słuchanie opinii specjalistów i rozumienie, że życie jest ciągłą zmianą, a na wiele rzeczy warto patrzeć z dystansem. To szukanie prostych rozwiązań w najczęściej skomplikowanej sytuacji, bo one najlepiej się sprawdzą. To świadomość, że nie na wszystko ma się wpływ i w danych warunkach umie się ocenić maksimum swoich możliwości. To w końcu działanie, za którym idzie decyzyjność i poczucie sprawczości, a więc stały ruch.

Jak wiedzę projektową wykorzystać do stwarzania sobie znośnych dni w czterech ścianach? Chcąc, nie chcąc – każdy dziś jest projektantem.

Każdy projekty jest inny. Każdy Klient jest inny. Każdy z nas jest inny. Warto odkryć ten banał na nowo właśnie teraz, w ograniczonej na x tygodni życiowej przestrzeni. Projektowanie uczy, że nie ma gotowych rozwiązań. Brak szablonów, które pasują do każdego człowieka i sytuacji. Nie ma też wielu procedur – można sobie poszaleć. Panie i Panowie, co Wam szkodzi? Idźcie w nowatorstwo. Wymyślcie świat domowy, który będzie odpowiadał Wam i domownikom. Nie przywiązujcie się do jednej koncepcji, nastawcie na zmiany i na x tygodni odłóżcie do szuflady wiele dotychczasowych rozwiązań. Trochę nie mamy wyjścia – czas stworzyć sobie domowy obóz na miarę naszych potrzeb i możliwości. I nikomu oprócz nas nie musi on się podobać. On ma działać – u nas. To czas eksperymentów, doświadczeń i zmian – o ile chcemy zachować jako taką higienę ciała i umysłu.

Co robię u siebie?

_Siedzę na dupie. Bez komplikacji. Bez kombinowania. Po prostu.

_Dostosowuję się do wytycznych specjalistów. Bez „ale”. Kropka.

_Staram się wyłuskać fakty, nie bagatelizować ich ani nie demonizować.

_W razie wątpliwości szukam opinii specjalistów.

_Internet to teraz najważniejsze okno na świat – ludzie kultury robią genialną robotę udostępniając muzea i galerie on-line.

_Słucham i mówię.

_Nie odwiedzam rodziców, choć mają czaderskie podwórko i dzieci uwielbiają tam być.

_Nie wykupuję sklepów, bo tam powinny być produkty w dużej ilości dla tych, którzy ze względu na stan zdrowia albo wiek powinni wychodzić jak najrzadziej.

_Nie muszę i nie będę znać wszystkich odpowiedzi od razu.

_Wprowadzam pewne stałe elementy dnia, dotąd nieistniejące – do południa samodzielna nauka i praca, przed obiadem wypad na łono natury, pod wieczór obowiązkowo ruch w domu, zakupy raz na 2-3 dni. Wszystko pomiędzy i godziny stałych zajęć są płynne.

_Śpię do oporu.

_Często wietrzę dom i wychodzę na balkon.

_Nie planuję niczego z mega precyzją, bo luz psychiczny teraz bardzo się przyda.

_Wiem, że będą kryzysy.

_Wiem, że poradzę sobie z kryzysami, bo przypomnę sobie, że chorzy i Ci na pierwszej linii ognia mają gorzej.

_Jestem pełna uznania dla lekarzy i pielęgniarek.

_W czasach „zarazy” wzmacniam odporność wszystkich – mam w nosie, że ktoś chce znowu słodycze. Mam w nosie, że ktoś nie chce ogórka kiszonego. Mam w nosie, że jedliby cały czas kluchy. Nowe czasy – nowe zasady. Po dwóch dniach większość kulinarnych problemów znika i wychodzi na moje.

_Nadrabiam zaległości (sen, książki, filmy, rozmowy)
_Nie odpuszczam ruchu – opcji przy dostępie do netu jest masa.

_Wreszcie mogę pogadać przez komunikatory z kim chcę i kiedy chcę – ludzie mają czas.

_Mniejsza ilość bodźców zewnętrznych daje okazję do zauważania nowości u siebie i domowników.

_Jestem dumna z nasz wszystkich, bo jako naród automatycznie zaczęliśmy się zachowywać rozsądnie.

_Mówię dzieciom prawdę.

_Wspominałam już, że siedzę w domu na dupie?

Projektowanie domowej kwarantanny w odniesieniu tylko do specyfiki swoich domowników daje jeszcze jeden plus – poczucie, że coś zależy w tym wariactwie od nas.

Ludzie mają ekspansję w naturze

Jako gatunek od zawsze idziemy dalej, wyżej, głębiej, aby mieć / zdobyć / udowodnić / wiedzieć / widzieć więcej. Skutki tych działań bywają różne. Czasem ludzki pęd pozwoli odkryć substancje leczące choroby, a czasem je generuje, niszczy całe gatunki albo dewastuje prastare ekosystemy.

Zbliżyliśmy się do świata dzikiej przyrody za blisko, odzwierzęce patogeny zadomowiły się dzięki nam w naszej cywilizacji i nic póki co nie wskazuje na to, abyśmy się ich na dobre pozbyli. Dostajemy ostro po dupie za to, że nieskończoną ilość razy pakowaliśmy się brutalnie i bez pytania jako gatunek do czyjegoś domu. Była akcja, musiała zaistnieć reakcja.

Być może obecna sytuacja sprawi, że kiedy wirus osłabnie, uważane dotąd za niezmienialne ludzkie nawyki jednak się zmienią? Być może dzisiejszy stan zmusi do mniejszej ekspansji największych i najbogatszych? Jak mawia klasyk – trzymam za to kciuki nawet pupą. Na pewno świat nie będzie już taki sam.

Apel do hien

Nie jestem skąpa, ale nienawidzę żerowania na tragedii. Do szału doprowadza mnie skok w jeden dzień cen za kurczakowe cyce z 17 na 24 zł. Sklep nie ma wyjścia, także kupił drożej. Sklep zarobi tyle samo. Pytanie, czemu w hurtowni ceny tak podskoczyły? Zastanówcie się, jak wygląda taka podwyżka w czasie, kiedy ludzie są solidarni i jedni, siedząc w domach, chronią tych, którzy są w grupach ryzyka? Starsi ludzie nie kupią takiej drożyzny, a muszą coś jeść!

Codziennie warto być przyzwoitym, ale w takich czasie po prostu trzeba, do jasnej cholery!

Ludzie chcą ludzi…

Daleko nam do Korei jeśli chodzi o czas kwarantanny, nikt jeszcze nie śpiewa hymnu na balkonach jak we Włoszech, ale już bijemy internetowo brawo dla służby zdrowia. Spotkania na siłowni zamieniają się w internetowe treningi, powstają grupy wsparcia dla seniorów i osób chorych, wreszcie mamy czas rozmawiać ze sobą (co z tego, że przez telefon albo komunikatory) częściej, chętniej i więcej. Odwracają się role, bo dzieci dzwonią do rodziców, aby upewnić się, że na pewno gdzieś ich nie poniosło z domu. To dopiero początek, a mam wrażenie, że nawet na odległość ludzie grzeją się w swoim ciepłe, jakby łapali energię, upewniali się, że ktoś jest obok. Szukamy przychylności? To chyba najlepsza znana mi metoda oswajania strachu. Kilometry papieru i tony mrożonek jakoś mnie nie przekonują…  Jedziemy na tym samym wózku – oby bez paniki, a prosto i mądrze.

Owocnego projektowania kwarantanny!

P.S. Ktoś pamięta, aby coś tak małego zrównało w tak krótkim czasie takie tłumy?

Pozdrawiam ciepło! Wykorzystajcie ten czas najlepiej, jak umiecie.

Kaśka

Ludzie mają ekspansję w naturze

Jako gatunek od zawsze idziemy dalej, wyżej, głębiej, aby mieć / zdobyć / udowodnić / wiedzieć / widzieć więcej. Skutki tych działań bywają różne. Czasem ludzki pęd pozwoli odkryć substancje leczące choroby, a czasem je generuje, niszczy całe gatunki albo dewastuje prastare ekosystemy.

Zbliżyliśmy się do świata dzikiej przyrody za blisko, odzwierzęce patogeny zadomowiły się dzięki nam w naszej cywilizacji i nic póki co nie wskazuje na to, abyśmy się ich na dobre pozbyli. Dostajemy ostro po dupie za to, że nieskończoną ilość razy pakowaliśmy się brutalnie i bez pytania jako gatunek do czyjegoś domu. Była akcja, musiała zaistnieć reakcja.

Być może obecna sytuacja sprawi, że kiedy wirus osłabnie, uważane dotąd za niezmienialne ludzkie nawyki jednak się zmienią? Być może dzisiejszy stan zmusi do mniejszej ekspansji największych i najbogatszych? Jak mawia klasyk – trzymam za to kciuki nawet pupą. Na pewno świat nie będzie już taki sam.

Apel do hien

Nie jestem skąpa, ale nienawidzę żerowania na tragedii. Do szału doprowadza mnie skok w jeden dzień cen za kurczakowe cyce z 17 na 24 zł. Sklep nie ma wyjścia, także kupił drożej. Sklep zarobi tyle samo. Pytanie, czemu w hurtowni ceny tak podskoczyły? Zastanówcie się, jak wygląda taka podwyżka w czasie, kiedy ludzie są solidarni i jedni, siedząc w domach, chronią tych, którzy są w grupach ryzyka? Starsi ludzie nie kupią takiej drożyzny, a muszą coś jeść!

Codziennie warto być przyzwoitym, ale w takich czasie po prostu trzeba, do jasnej cholery!

Ludzie chcą ludzi…

Daleko nam do Korei jeśli chodzi o czas kwarantanny, nikt jeszcze nie śpiewa hymnu na balkonach jak we Włoszech, ale już bijemy internetowo brawo dla służby zdrowia. Spotkania na siłowni zamieniają się w internetowe treningi, powstają grupy wsparcia dla seniorów i osób chorych, wreszcie mamy czas rozmawiać ze sobą (co z tego, że przez telefon albo komunikatory) częściej, chętniej i więcej. Odwracają się role, bo dzieci dzwonią do rodziców, aby upewnić się, że na pewno gdzieś ich nie poniosło z domu. To dopiero początek, a mam wrażenie, że nawet na odległość ludzie grzeją się w swoim ciepłe, jakby łapali energię, upewniali się, że ktoś jest obok. Szukamy przychylności? To chyba najlepsza znana mi metoda oswajania strachu. Kilometry papieru i tony mrożonek jakoś mnie nie przekonują…  Jedziemy na tym samym wózku – oby bez paniki, a prosto i mądrze.

Owocnego projektowania kwarantanny!

P.S. Ktoś pamięta, aby coś tak małego zrównało w tak krótkim czasie takie tłumy?

Pozdrawiam ciepło! Wykorzystajcie ten czas najlepiej, jak umiecie.

Kaśka